Ilustratorki i ilustratorzy.

Otwieram na chybił trafił, czytam pierwszy cytat i już mam łzy w oczach. 

„Wiedzieliśmy, że dla dziecka wszystko musi być najlepsze. To jest jego pierwsza galeria sztuki.” (Krystyna Michałowska)

Ilustratorki i ilustratorzy czyli książka znakomitych artystach: malarzach, grafikach, którzy zamienili sztalugi i wielkie sale wystawowe na książki dla najmłodszych. Nie szli na kompromisy, nie brnęli w infantylizm, a dziecko traktowali poważnie i nie narzucali swojej wizji.

W środku znajdujemy ich historie, zmagania, inspiracje.

Wielkie ilustratorskie nazwiska opowiadają o tym dlaczego literatura dla dzieci miałaby zafascynować prawdziwych artystów? 

To są niesamowite historie! Bo i owszem, ostateczny efekt ich pracy był taki, że ilustracja dla najmłodszych została wyniesiona na najwyższy poziom.

Ale co te wybory znaczyły dla ich życia? Co działo się z nimi kiedy Polską literaturę dla dzieci dotknął kryzys i jak poradzili sobie z kolorową szmirą lat 90? 

„Ilustracje z dzieciństwa ukształtowały moją wrażliwość estetyczna, poczucie humoru i myślenie abstrakcyjne. Miałam szczęście że tworzyli je mistrzowie” – w swoim blurbie dzieli się Ewa Stiasny dziś sama będące ilustratorką i współzałożycielką wydawnictwa Dwie Siostry 

Zdolność dziecka do oceny estetycznej pojawia się dopiero ok. 11 roku życia, dlatego to od rodzica i opiekuna zależy jak zostanie ukształtowana. Więc i tutaj toczy się walka pomiędzy wyrazem artystycznym, a fast foodem. I tak jak w muzyce, najważniejszą cechą bogatego środowiska plastycznego jest różnorodność stylów graficznych. Dużą rolę odgrywa właściwe użycie środków wyrazu: kreski, koloru i faktury, co wpływa na uczuciowy i emocjonalny odbiór treści. Ilustrator może „bawić się” konwencjami, tworząc nieszablonowe połączenia obrazu z tekstem. Przekaz jest częściowo ukryty pozostawiając duże pole dla wyobraźni i samodzielnej interpretacji widza – może bawić i śmieszyć, ale może być także trudny i wymagający najwyższego skupienia.

Ilustracja typu „fast food” to pozbawione wartości artystycznych obrazki z książeczek dla dzieci, które można zakupić między innymi w supermarkecie. Cechuje je przede wszystkich przesadna tendencja w stronę malarstwa realistycznego ze szczególnym wskazaniem na disnejowską manierę plastyczno-tematyczną. Fast foodowe ilustracje ukierunkowane są na dosłowne przedstawianie opisanej w tekście sytuacji, nie pozostawiając miejsca na wyobraźnię. Martin Salisbury i Morag Styles, autorzy licznych publikacji na temat ilustracji i literatury dziecięcej, przypisują tego typu grafikom szkodliwy wpływ na dziecięcą wyobraźnię.

Powyższy fragment pochodzi z wpisu „Sprawdź czy karmisz swoje dziecko estetycznym fast foodem” do którego odsyłam jeśli ktoś ma ochotę trochę bardziej zagłębić się w temat i dowiedzieć jakie cechy posiada niskiej jakości „fast-foodowa” animacja/ilustracja, a jakie są wyznacznikiem tej wartościowej.

Sprawdź czy karmisz swoje dziecko estetycznym „fast foodem”

 

 


Anna Weber – założycielka Pomelody. Jej pasją jest tworzenie wartościowych muzycznych narzędzi, które połączą rodzinę, pomogą dostrzec piękno tej pozawerbalnej muzycznej komunikacji i radość wspólnego, rodzinnego tworzenia. Jest żoną, mamą trójki synów: Antka, Stefcia i Józka, kompozytorką, licencjonowaną nauczycielką różnych programów muzycznych. Od prawie 10 lat prowadzi zajęcia z dziećmi i dorosłymi (szkolenia dla nauczycieli, warsztaty dla rodziców). Wraz z Olą Woźniak prowadzi na YouTube kanał Mama Lama.