Gust mojego dziecka tanio sprzedam!

Czas na wpis bardziej osobisty i dosyć emocjonalny. Prosto z kompozytorskiej kuchni.

Zadzwonił do mnie Pewien Pan z Pewnego Wydawnictwa dla dzieci w wieku przedszkolnym. Sprawa wydała mi się dosyć oczywista: wydają oni regularnie śpiewniki dla dzieci, ze skomponowanymi i nagranymi na płycie piosenkami dziecięcymi, więc naturalnie pomyślałam, że zwrócili się do zawodowego kompozytora, by napisał dla nich takie utwory. Jak się jednak okazało, moja praca miałaby polegać jedynie na aranżowaniu melodii, które wcześniej „skomponowali” już „muzycy” z wydawnictwa. Wciąż jeszcze słuchałam z zainteresowaniem, bo w tych czasach kompozytorzy, są często aranżerami, wszystko więc, byłoby w porządku. Jednak Pan przesłał mi przykłady tych melodii oraz nagranych aranżacji z poprzednich płyt. I cóż. To było po prostu straszne.
Zarówno jeśli chodzi o stronę estetyczną, techniczną, merytoryczną… Każdą!
Ale po kolei, najpierw kilka faktów:
  • piosenki dla dzieci w wieku przedszkolnym, muszą charakteryzować się pewnymi „parametrami technicznymi” (m.in. węższą skalą – mały ambitus, unikaniem skoków w linii melodycznej – przewagą małych interwałów itp.), które sprawiają, że dziecko prawidłowo się rozwija, a nie nadwyręża swój głos
  • dźwięki wygodne do zaśpiewania przez dorosłych, mogą być po prostu niewykonalne dla dziecka
  • niezwykle ważne dla rozwoju muzycznego dziecka, jest bogate środowisko muzyczne; oznacza to, że powinno ono śpiewać i słuchać piosenek w różnych skalach, rytmach, tonacjach, bogatych harmonicznie, wykonywanych przez różne instrumenty (analogia do języka: wyobraźcie sobie, że mówimy do dzieci tylko w czasie teraźniejszym lub używając samych rzeczowników, tym właśnie jest uboga, a może rzecz trzeba, prymitywna muzyka dziecięca)
Podczas kilku lat prowadzenia rytmiki w przedszkolu, przesłuchałam setki piosenek z płyt różnych wydawnictw i nie przesadzę stwierdzając, że znalazłam pięć czy sześć (!), które spełniałyby wymienione kryteria. A pomijam zupełnie kwestię tekstów w owych piosenkach wykorzystywanych. Jako, że w tym roku, decydując się na pozostanie w domu z Maleństwem, nie prowadzę rytmiki, chyba zapomniałam już co się tam wyrabia.
Wyobraźcie więc sobie moją wściekłość, gdy przesłuchałam otrzymane od Pana piosenki. Ale tak naprawdę pointa dopiero nadchodzi. Otóż Pan zaproponował mi za zaaranżowanie, stworzenie partytury (czyli nut), wyprodukowanie nagrania (zaproszenie muzyków, wypożyczenie lub kupno sprzętu nagrywającego bądź studia) stawkę wysokości 30 zł za utwór.
… i tutaj ten moment w którym ręce opadają i nie da się dalej pisać na klawiaturze…
W tej chwili zrozumiałam dlaczego te setki nagrań, którymi przeładowane są biblioteczki w przedszkolach nie nadają się do absolutnie niczego, bo i jak za 30 złotych stworzyć, wykonać i nagrać utwór, który reprezentowałby jakikolwiek poziom. Tym sposobem właśnie znalazłam odpowiedź na pytanie nurtujące mnie od lat. Ale ponieważ przyroda próżni nie znosi, w jego miejsce od razu pojawiło się nowe, głębsze, poważniejsze: Jak to się dzieje, że znajduje się ktoś, kto taką płytę kupuje? Jak bardzo niewyedukowanym społeczeństwem jesteśmy! Jak ignoranckim! Bo jeśli ktoś lubi pobawić się przy disco-polo, to jego sprawa, ale jeżeli puszcza to disco-polo dzieciom do słuchania, udając przy tym, że je kształci to już jawna deprawacja. Uwierzcie na rynku naprawdę znaleźć można muzykę dla dzieci, która sprawia, że chce się żyć, ale, jak ze wszystkim, trzeba mieć trochę chęci, samozaparcia, wiedzy i czasu, by jej szukać.
Postaram się więc tym z Was, którzy jak ja nie godzą się na psucie gustu dziecka, zanim zdąży się on w ogóle wykształcić, pomóc jak najlepiej umiem i podsunąć w najbliższym czasie kilka propozycji czego słuchać z radością i czystym sumieniem.
A tymczasem wskażę jedynie na program, który właśnie po to by się tej zalewającej nas lawie chłamu przeciwstawić: Pomelody

Anna Weber – założycielka Pomelody. Jej pasją jest tworzenie wartościowych muzycznych narzędzi, które połączą rodzinę, pomogą dostrzec piękno tej pozawerbalnej muzycznej komunikacji i radość wspólnego, rodzinnego tworzenia. Jest żoną, mamą trójki synów: Antka, Stefcia i Józka, kompozytorką, licencjonowaną nauczycielką różnych programów muzycznych. Od prawie 10 lat prowadzi zajęcia z dziećmi i dorosłymi (szkolenia dla nauczycieli, warsztaty dla rodziców). Wraz z Olą Woźniak prowadzi na YouTube kanał Mama Lama.