Czy zapewniasz dziecku bogate środowisko estetyczne?

Wyobraźcie sobie, że jedyna potrawa jaką serwujecie swojemu dziecku to hamburger. Hamburger na śniadanie, hamburger na obiad i kolację. Nie jest to pewnie zbilansowana dieta, którą z przekonaniem zastosujecie u malucha.

Albo inaczej: pomyślcie, jakby to wyglądało, gdybyś w komunikacji z dzieckiem używali jedynie czasu teraźniejszego. Byłoby to rzecz jasna dziwne, ale co nawet ważniejsze byłby to z pewnością czynnik ograniczający jego językowy rozwój. 

Po co dziecku bogate środowisko muzyczne

Analogicznie – niestety – większość tzw. „muzyki dziecięcej” skomponowana jest w metrum dwudzielnym (czyli „um-pa-um-pa”) i tonacji durowej (czyli tej „wesołej do-re-mi-fa-sol-la-si-do”). Zauważyliście też pewnie, że większość piosenek, które kategoryzujemy jako „dziecięce”, brzmią po prostu tak samo! I teraz już wiecie dlaczego 😉

Jako rodzice instynktownie tworzymy wokół dziecka bogate środowisko sensoryczne wystawiając je na różnorodność smaków, zapachów, faktur i kolorów. Różnorodne doświadczenia muzyczne działa tak samo – tworzą więcej połączeń nerwowych w mózgu.

Poczucie dobrego smaku kształtuje się powoli i wymaga pielęgnowania!

Wrażliwość estetyczna zdana na samorzutny rozwój, „nie pielęgnowana, zazwyczaj bądź zanika, bądź wypacza się – człowiek znajduje wtedy satysfakcje w obcowaniu ze strukturami artystycznymi nieskomplikowanymi, „łatwymi”, ewentualnie zacieśnia swoje kontakty do jednego tylko rodzaju sztuki, zadowala się tym co jest proste i na pierwszy rzut oka zrozumiałe, bez względu na jego wartość” (M. Gołaszewska – „Kultura estetyczna”).

To tłumaczy dlaczego „lubimy disco-polo”. Dlaczego nóżka nam chodzi do „um-pa um-pa” – to łatwa, tania i płytka przyjemność.

Wróćmy do analogii do diety. Gdyby dać dziecku wybór prawdopodobnie codziennie chciałoby jeść tylko słodycze. Albo inaczej. Nie przyprawiamy pierwszych dań, które podajemy maluchowi rozszerzając dietę bowiem chcemy, by jego kubki smakowe „pracowały” rozpoznając i uwrażliwiając się na różne smaki. I tak jest – maluch przeżywa każdy nowy „odcień smaku”. Jeśli jednak zaczniemy wszystko solić i wzmacniać bardzo szybko okaże się, że właściwie nic niedoprawionego do granic możliwości już mu nie smakuje – ale przyzwyczajony jest do prostego, intensywnego pobudzenia. Niestety radio typu „eska” czy „rmfmax”, PoloTV, proste animacje czy muzyka dziecięca jest dokładnie takim przesolonym posiłkiem, od którego uzależniamy się bardzo szybko, który nawet nie orientujemy się kiedy – przytłumia nasze zmysły, a co najgorsze zmysły maluszków, które właśnie są na etapie rozwoju, kształtowania, poszukiwań i odkryć.

A co z warstwą plastyczną? Co z książeczkami, bajkami, ilustracjami, animacjami którymi „karmimy” nasze maluchy? 

Tutaj rzecz ma się tak samo jak w przypadku muzyki. Zdolność dziecka do oceny estetycznej pojawia się dopiero ok. 11 roku życia, dlatego to od rodzica i opiekuna zależy jak zostanie ukształtowana.

Czy i w jakiej mierze otoczenie oraz wychowanie mają wpływ na kształtowanie się „dobrego smaku”? Chcąc zgłębić ten temat, zdecydowano się przeprowadzić inne badania. Pokazano dzieciom dwie prace – Słoneczniki Van Gogha oraz „wątpliwej wartości artystycznej” ilustrację pocztówkową – i poproszono, aby wybrały, tę, która bardziej im się podoba. Grupa młodsza, wybierła obraz artysty, lecz grupy starsze starsze z reguły obstawiały alternatywny kicz. Wyniki uznano za dowód negatywnego wpływu otoczenia oraz m.in. złej ilustracji książkowej, na niszczenie wrodzonego poczucia estetycznego dziecka.

Więcej na ten temat pisałam we wpisie pt: „Sprawdź czy karmisz swoje dziecko estetycznym fast foodem” 

Dziecko jest w zdolne do przeżyć estetycznych, ma też potrzebę obcowania z przedmiotami i zjawiskami, które uważa za piękne plastycznie, lecz nie jest zdolne do odróżniania rzeczy wartościowych od bezwartościowych pod względem artystycznym, chociaż w zakresie własnej twórczości przejawia często zadziwiające wyczucie estetyczne.

Bardzo mnie ciekawi i cieszy zarazem swego rodzaju moda na design w rynku dla dzieci. Piękne ubranka bez krzykliwych napisów, drewniane zabawki, eleganckie pastelowe mebelki, przepięknie ilustrowane książeczki. Szkoda, że ten trend omija, mam wrażenie dziecięcą muzykę.

Czy disco-polo, pop lub kolorowe animacje są zabronione?

To już kwestia indywidualna, ale jeśli zapytacie mnie czy tandetny pop w samochodzie raz na jakiś czas „zniszczy dziecko” to ja zapytam jak wiele dobrej muzyki słucha/zna na codzień. Bo to znowu tak jak z tą dietą. Czy hamburger raz na jakiś czas „zabije dziecko” jeśli na codzień jego dieta jest pełnowartościowa i zbilansowana? Nie ma więc co „świrować”, ale na pewno warto skupić się na tym, by muzyka jaka otacza dziecko na codzień była po prostu bogata i wartościowa.

Kiedy tworzyłam Pomelody chodziło mi właśnie o to, by w jednym miejscu znajdował się zbiór piosenek, które sprawią dziecku radość, ale nie będą dziecięce – jeśli pod tą nazwą kryje się to, że wszystko może być tandetne i „na jedno kopyto”. Gdy piosenki są w różnych stylach i aranżacjach, czerpią z wielu kultur muzycznych, naturalnie wnosi to bogactwo w warstwie melodycznej (różnorodność skal i tonacji) rytmicznej (różne metra i rytmy) i instrumentalnej (różnorodne instrumentarium).

I nie chodzi tu tylko o melodię i rytm. Muzyka zrywa z tradycyjnym podejściem do utworów dziecięcych, ale są pisane „jak dla dorosłego”. Albumy zostały zaprojektowane w taki sposób my maksymalnie stymulować rozwój wyobraźni, zmysłów i wrażliwości dziecka poprzez zróżnicowanie tonalne, rytmiczne, stylistyczne oraz szeroką gamę barw, form, instrumentariów. Jednocześnie opierając się na założeniu, iż dziecko uczy się poprzez naśladowanie swoich autorytetów, muzyka ta jest stworzona w taki sposób, by sprawiała przyjemność w odbiorze również rodzicowi/opiekunowi.

Chociaż aplikacja Pomelody jest narzędziem dla rodzica, a dziecko ma z nią kontakt głównie poprzez słuchanie, a nie oglądanie jej (piosenki, słuchowiska, aktywności będące inspiracją do rozwojowych zabaw rodzica z dzieckiem) to jednak ma jakąś warstwę wizualną oraz zakładkę z animacjami. Dlatego właśnie poważnie traktujemy również sprawę ilustracji. Tworzone są one przez artystów… i to wielu różnych artystów. Jeśli zajrzycie do środka zobaczycie wiele stylów czy kresek ponieważ, choć animacje i ilustracje to nie kluczowy element programu, to w kontakcie z maluchem wyrabiać ma gust dziecka poprzez obcowanie z różnorodnością nie tylko w warstwie audio, ale właśnie i tej wizualnej. Narracja plastyczna w przypadku animacji obrazuje kontekst, oddaje charakter muzyki i ułatwia pojmowanie konceptu zawartego w danym utworze.

 

Miliony wyświetleń dziecięcego kiczu czyli – historia powstania Pussycat

Otrzymałam kiedyś bardzo pokrzepiającą wiadomość od kogoś z Was. O tym, że ceni i raduje się moją pracą i że materiały które komponuję, znajduję, zestawiam i udostępniam na fanpejdżu bloga, towarzyszą mu (temu komuś 😉 ) i całej rodzinie codziennie. Dziękuję za tę i wiele innych wiadomości, to naprawdę dodaje mi skrzydeł i trochę mocy do działania, gdy siły opadają.

Ale do rzeczy.

W tej wiadomości zapytano mnie czy nie mogłabym w kolejnym sezonie Pomelody skomponować aranżacji do piosenki Head & Shoulders, bo piosenka taka fajna i popularna, a wszystkie dostępne wersje takie dziadowskie i kiczowate, że uszy więdną.

I wtedy pomyślałam sobie, że nigdy nie mówiłam Wam, że w pewien sposób właśnie tak wybieram utwory, które aranżuję czy komponuję. Oczywiście nie jest to jedyne kryterium – szukam także pieśni z różnych zakątków świata, w różnych skalach, metrach, zestawiam piosenki bez słów z tymi bardziej językowo skomplikowanymi, aby osiągnąć największą możliwą różnorodność (a więc i bogate środowisko muzyczne), ale jeśli chodzi o tradycyjne piosenki angielskie czy nursery rhymes to tak to właśnie wygląda.

Moja mama śpiewała mi gdy byłam mała piosenkę: „Pussycat Pussycat where have you been….”

Bardzo ją lubiłam, więc gdy sama miałam dziecko „w drodze”, postanowiłam ją sobie odświeżyć. Wpisałam tytuł w YouTube i doznałam prawdziwego szoku. Już wiele razy pisałam Wam o mojej niezgodzie na to jaką tandetę serwuje się dzieciom (między innymi tu: „Gust muzyczny mojego dziecka tanio sprzedam”) ale wtedy to prawie zeszłam na zawał, bo nie tylko zobaczyłam CO to za wersje Pussycat można znaleźć, ale także ILE ludzi to ogląda. Miliony, Miliony wyświetleń. I właśnie wtedy postanowiłam, że wezmę się za tego kotka i zrobię to jak należy. 

I tak powstał Pomelodiowy Pussycat:

A tu dla porównania wersje które zobaczyłam:

(ale uwaga bo tego się już nie „odzobacza”!)

Chcesz czy nie:

tworzysz dla swojego dziecka soundtrack jego dzieciństwa 

Na naszej przyblogowej grupie: Power of Melody | wartościowe materiały dla dzieci pewna Kobietka wrzuciła cudne chińskie pieśni. Kliknęłam i po kilku sekundach byłam totalnie przeniesiona w czasie do momentu mojego życia w którym miałam 5 lat. Zupełnie zapomniałam o takim fakcie z mojego życia, ale właśnie wtedy mój tata wrócił z długiej podróży służbowej do Chin przywożąc nam z siostrą kasetę magnetofonową z „ichniejszą muzyką”. Takie ładniutkie, delikatne, chińskie pioseneczki w akustycznych aranżacjach. Wałkowałyśmy tę kasetę przez jakiś czas dzień w dzień tańcząc po „dużym pokoju” z jakimiś wstążkami i udając księżniczki czy coś w tym stylu.

Pisałam tu o zaletach bogatego środowiska muzycznego. O zaletach rozwojowych. Ale jeszcze jedna rzecz przyszła mi do głowy. Przeżycia zmysłowe wzmacniają nasze wspomnienia. Tak jak przypominamy sobie miejsca, widoki, atmosferę dzięki smakom, dźwiękom, zapachom tak muzyka potrafi ożywić wspomnienia wydawało by się dawno wytarte… Pomyślcie jaka to odpowiedzialność nas rodziców, że niejako programujemy teraz wspomnienia naszych maluchów również poprzez muzykę jaką wypełniamy nasz dom. Tworzymy jakoby soundtrack ich dzieciństwa!


Anna Weber – mama dwójki synów Antoniego i Stefana, kompozytorka, licencjonowana nauczycielka wielu programów muzycznych. Od ośmiu lat prowadzi zajęcia z dziećmi ( w żłobkach , przedszkolach, szkołach muzycznych i baletowych) i dorosłymi (warsztaty dla rodziców), a od 2014 roku współtworzy projekt Steve Nash & Turntable Orchestra komponując muzykę dla orkiestry. Zajmuje się tworzeniem muzyki do spektakli teatralnych, filmów oraz ścieżek dźwiękowych do animacji. Jej utwory były wykonywane podczas festiwali i koncertów w Polsce i za granicą.